Ares Blog
Banerek Schrondg
Baner Burek
Baner Schron
Baner Podatek
Fanimanimaly
Baner Sms
Idzwolsztyn
Banerekzielonamakota

Przecież pies to tylko pies... Czyli "wrażenia" po rozprawie.

Właśnie dzisiaj odbyła się rozprawa przeciwko właścicielowi Żarka i Renka. Interwencja jest opisana tutaj -> http://idz.org.pl/interwencje-info/838/przeciez-leczylem-psa-u-wlasnego-lekarza-rodzinnego
 
...tylko okazuje się, że to jednak nie lekarz rodzinny przepisał na raka odbytu lek na hemoroidy, a sam... weterynarz...

Niestety dzisiaj nie zapadł żaden wyrok, to jeszcze nie koniec...  Kolejna rozprawa za 6 tygodni.

Dowiedzieliśmy się za to wielu interesujących rzeczy, a najciekawszą postacią był weterynarz, który "leczył" Żarka, kiedy ten jeszcze nie mieszkał w schronisku. Zanim jednak do niego dojdziemy....
 
Okazuje się, że Żarka i Renka karmiło prócz właściciela co najmniej 6 jemu znajomych osób, każda z nich prawie codziennie, a jedna dodatkowo oddawała jeszcze swoje kanapki (po co, skoro sypała karmę??). Przynajmniej jedna osoba razem z właścicielem gotowała karmę, bo psy były przyzwyczajone do kaszy, więc dostawały gotowane jedzenie. Ta sama osoba kilkanaście zdań później powiedziała, że jeździła z właścicielem po puszki do sklepu, żeby za chwilę zeznać, że psy miały suchej karmy pod dostatkiem... Zadziwiające, biorąc pod uwagę fakt, że ilekroć zjawiały się tam osoby, które ostatecznie nas zawiadomiły stwierdzały, że jedzenie jest kilkudniowe/zamarznięte/spleśniałe/nienadające się do niczego. Ale przecież oba psy były karmione codziennie przez 6 osób, plus jeszcze właściciela! Może nie te psy zabraliśmy? Może to nie to miejsce??
 
Mając tyle jedzenia, nie wiemy zupełnie skąd u Renka wzięła się kilkukilogramowa niedowaga... Skąd widziany na zdjęciach chleb moczony w wodzie... skąd zielona woda w miskach, skąd skamieniała karma zostawiana na wiele dni... Osoby z otoczenia właściciela zgodnie twierdziły, że psy zawsze miały się super, a te zdjęcia to nie wiadomo, z kiedy są.
 
Zadziwia nas też wersja oficjalna odnośnie sprzątania kup w kojcu - otóż przy takim przemiale i dostarczaniu jedzenia kojec Żarka był sprzątany raz w tygodniu, bo nie było potrzeby częściej.
 
Przedstawiciel służb mundurowych zeznał, że psy miały zawsze wodę i jedzenie i nigdy się nie zdarzyło, żeby brakowało czegokolwiek w miskach! .... a na koniec wywodu powiedział, że jak przyjeżdżała na miejsce i było pusto, to dzwonił do właściciela.... czyżby coś się nie zgadzało...? Natomiast po wyjściu z sali, po tym, kiedy zeznawał, że nie było się do czego przyczepić i nie było żadnych podstaw do interwencji odparł, że kilka dni temu odebrali psy z podobnych warunków! Jak to sala rozpraw może zmieniać podejście do świata... 
 
Pomijamy już fakt, że te osoby musiały, po prostu MUSIAŁY widzieć trzęsącego się z zimna psa, całego zapchlonego, drapiącego się, czy drugiego obolałego... Mimo to każda z nich powiedziała, że psy miały cudowne warunki i absolutnie pod żadnym względem nie można powiedzieć, że były zaniedbane! ...jeden pan solidnie się wahał, ale tak jakby bał się powiedzieć głośno...
 
Padły słowa - "przecież pies to tylko pies"... Padły słowa, że przecież nie należy tego wszystkiego roztrząsać... 
 
Jeśli zaś chodzi o weterynarza wezwanego przez właściciela... Cóż, zjawiał się raz-dwa razy do roku, a u Żarka zobaczył guzy, kiedy były już wielkości orzecha włoskiego. Nie zlecił żadnych badań, "bo przecież się nie zleca", a na pytanie, czy chociaż badanie histopatologiczne było robione, weterynarz zapytał: "a po co?". Miał też interesujące teorie na temat różnicy między opieką nad psami stróżującymi, a nad domowymi, bo przecież te stróżujące to micha, łańcuch i buda, więcej nie jest mu do życia potrzebne. Największym kwiatkiem było zdanie wypowiedziane przez - przypomnijmy - WETERYNARZA, że jak jest zimno i woda zamarza, to psy i tak sobie poradzą, bo mogą lizać lód. No tak, przecież jest to zupełnie normalne.... I to faktycznie on przepisał czopki (zielonogórski weterynarz nie mógł znaleźć nawet odbytu...) oraz maść na hemoroidy... Kolejna wizyta pewnie miała być znów za rok. Żarek w tamtym okresie miał również infekcję uszu, było widać, że mu bardzo dokuczają i swędzą. Ten sam lekarz weterynarii bez badania zalecił smarowanie ich olejem spożywczym.... Cóż, psisko miało niebywałe szczęście, że rozchorował się akurat w okresie szczepień, inaczej by weterynarza zobaczył za kilka miesięcy dopiero... Ale przecież miał tak wspaniała opiekę, że to wogóle dziwne, że coś mu dolegało.
 
Każdy z uporem mówił - psy nie miały źle, widziałem/łam, jak były karmione, absolutnie żadnego zaniedbania tu nie było, właściciel dbał, leczył, jeździł do nich. Anioł! Dajmy mu jeszcze kilka pod opiekę! Niech siedzą same przy pustym domu na opuszczonej posesji! Słyszeliśmy również w kółko, że przecież na jakiej podstawie stwierdzamy, że łańcuch miał mniej niż 3m! Że to poważne oskarżenia!! Że psy są ogłoszone jako "do adopcji" na stronie internetowej! ...właśnie to było niezwykle istotne dla strony przeciwnej. Czyżby zabrakło odwagi do dyskusji na temat stanu zdrowia zwierzaków...?
 
...tylko skąd takie opisy "naszego" weterynarza, skąd niedowaga, ogromny guz, skąd potem długie tygodnie dochodzenia ze zdrowiem Żarka i Renka do ładu...? 
 
Nic nam nie pozostaje innego, jak tylko czekać na kolejne spotkanie na sali rozpraw...

Partnerzy

Wydrukujemy.to
Psiaedukacja
Eska
Kaczmarekelectric
Aleksandra
Taya
Psipazur
Ozon
Denley
Wallrav

Używamy plików cookies m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że zgadzasz się na umieszczenie ich w Twoim urządzeniu końcowym. Więcej informacji na temat cookies Informacje o cookies.Nie pokazuj więcej